21 lutego 2017

A MOŻE BY TAK NAUCZYĆ SIĘ LATAĆ, CZYLI DOKUCZLIWA SĄSIADKA Z DOŁU...

Witajcie! Znacie te uczucie, kiedy mieszkając całe życie w domu jednorodzinnym, z podwórkiem, huśtawką, ogrodem nagle przychodzi Wam zamieszkać w bloku? Ja poznałam a propo przeprowadzki o której wspominałam Wam już nie raz. Dziś chciałam się z Wami podzielić moją osobistą historią związaną z sąsiadką.. Miłej lektury! :)
Zaczynając nowe życie wszystko tak świetnie się układało, że w pewnym momencie pomyślałam, że coś w końcu musi zakłócić dotychczasowy spokój. Daleko nie musiałam szukać. Pani spod 20tki zaczęła uprzykrzać nam życie...
Nie zapomnę pierwszego starcia z nią... To był dzień, w którym się wprowadzaliśmy i sporo razy musieliśmy krążyć z niezbędnymi przedmiotami na czwarte piętro (bez windy). Wtedy wyłoniła nam się niezwykle miła, ale jakże dociekliwa pani zadając już na starcie masę pytań. Zaznaczyła też, że poprzedni lokatorzy "dali jej popalić". Już wtedy wiedziałam, że  będzie ciekawie. 
Minęło może 5,6 dni. Pierwszy dzwonek do drzwi. Pani spod 20-tki z zapytaniem: Czy nie dałoby się chodzić ciszej, ponieważ słychać u niej każde nasze stąpnięcie. Pomyślałam, ok. Spróbuję. 
Starałam się, może nawet wyszło. Ale pojawił się kolejny problem. Za dwa dni znów ona, tym razem nie dzwoniła do drzwi tylko zeszła na dół do domofonu. Pyta: Czy nie za późna godzina na pranie (była 20:30) bo tak strasznie hałasuje nasza pralka, że nie można wytrzymać. Wsłuchałam tego co ma do powiedzenia, wyjaśniłam, że tylko wtedy mam czas na pranie i i tak nie wyłączyłam pralki. 
Kolejnego dnia, wychodząc do pracy, zaczepiła mnie pytając czy może dziś przyjść i porozmawiać. Nie zastanawiałam się długo i odpowiedziałam, że nie ma problemu. Tak też się stało. 
Wpuściłam ją do mieszkania, czego teraz bardzo żałuję. Zaczęła oglądać mieszkanie, "chciałam sprawić ułożenie mieszkania", tak państwa słychać jak chodzicie po mieszkaniu. Ok, to może by tak nauczyć się latać? Pomyślałam i powiedziałam. Zaproponowała, że przyniesie nam stary dywan po kuzynie, żeby zagłuszyć nasze kroki. Grzecznie podziękowałam za tak szczodry gest. Obejrzała nawet krzesła, czy posiadają zabezpieczenia w postaci filcu, bo też słychać jak odsuwamy krzesła. Pani stwierdziła, że nawet wie o której my do pracy wychodzimy, tak wszystko słychać. Zaczęły puszczać nam nerwy. Na tym wizyta się skończyła. 
Nie minął kolejny tydzień, pani spod 20-tki pojawiła się ponownie. Akurat pakowaliśmy się na wyjazd do domu rodzinnego. Przyszła z pretensjami o wczorajszą głośną imprezę do 1 w nocy. W pierwszym momencie zaczęłam się śmiać. Jestem z tych osób, które najpóźniej są w łóżku o 22 i nie urządzam od tak sobie imprez w środku tygodnia, tym bardziej, że kolejnego dnia mam na 7 rano do pracy. Miarka się przebrała. Nerwy puściły i postraszyłam ją policją. 
Nagle cisza. Miesiąc spokoju. Do wczoraj... Tym razem zbyt głośno grała muzyka, tak bardzo, że pani spod 20-tki nie słyszy własnego telewizora :)

Sama już nie wiem, czy się śmiać czy płakać. Nie wiem jak reagować i jak spławić kobietę raz na zawsze. Niestety nie nauczę się ani latać, ani nie zrezygnuje z czystych i świeżych ubrań a i muzyki nie będę słuchać cicho. Nie mam pojęcia co zaproponować pani spod 20-tki.
Dlatego zwracam się do Was z prośbą moi czytelniczy, czy mieliście podobne sytuacje i jak im zaradziliście?
Dajcie mi znać proszę :)

Całuję:*
Patrycja, spod 24-ki :)




26 komentarzy
  1. Niestety miałam podobną sytuację.Zwykle chodzę na piętach więc dla sąsiada było za głośno i musiałam nauczyć się chodzić na palcach. A z tym praniem to Twoja sąsiadka przesadza-to nie cisza nocna.. Ona jest po prostu upierdliwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak miałam, tylko pani z dołu twierdziła że jakimiś maszynami jeździmy po mieszkaniu albo milion razy dziennie walimy odkurzaczem o podłogę. Pomogła dosyć chamska rozmowa i całkowite ignorowanie jej pretensji, chociaż raz jak obudziło mnie jej walenie w kaloryfer ok 3 w nocy "BO ZA GŁOŚNO" to kulturalnie zeszłam i zaczęłam walić jej w drzwi. Odpuściła :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam sąsiadkę, która potrafi się awanturować ze swoją matką w środku nocy, płakać mega głosno i tupać nogami. Ale to jest głośne zachowanie. To co Ty opisujesz to najzwyklejsze funkcje każdego człowieka.
    Może zrób też na niej test? O wszystko się czepiaj, zobaczy jakie to ciężkie. :)
    Ale z drugiej strony to ja bym olała taką osobę. Jeśli wiem, że nie robię nic złego, a ktoś ma fobie to musi się z tego leczyć, bo ustępowaniem niczego dobrego nie osiągniesz, choćbyś chciała dla niej jak najlepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym jej zaproponowała odwiedzić sex shop może tam znajdzie coś co zagłuszy wszelkie jej dolegliwości. Masakra z takimi sąsiadkami, ja mam problem z jednym co ciągle twierdzi że mój pies obsikuje jemu drzwi a mieszka piętro wyżej. Także sama nie jesteś, zawsze w klatce znajdzie się jakiś idiota któremu coś nie pasuje. A babcię odeślij po wibrator :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Na szczęście nigdy nie miałam większych problemów z sąsiadami. Na czas studiów też mieszkam w bloku.
    Ja bym tę panią ignorowała, wydaje mi się, że jej się zwyczajnie nudzi i szuka zaczepki...

    OdpowiedzUsuń
  6. Pati :) zaproś panów policjantów i powiedz, że ta Pani Cię prześladuje :) może pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
  7. dlatego ja po 5 miesiącach wynajmowania mieszkania w bloku uciekam z powrotem na wieś :D za dużo w bloku sąsiadów, świadków jehowy, żebraczy i innych nieznajomych pukających mi do drzwi...

    OdpowiedzUsuń
  8. Możesz zaskarżyć ją o nękanie ;) ja mam lepszą "sąsiadkę" która obecnie mieszka 35 km odemnie... Może czytałaś moje żale na grupie :D? Biedna staruszka która nie może zaznać spokoju bo jestem jej "oprawcą" kij że tam nie mieszkam ale podobno jestem u niej codziennie a raczej pod drzwiami.. a w niedzielę kiedy wszyscy mają wolne waruje pod wycieraczką od 1 w nocy po czym uciekam i wracam za godzinę :D śmiech na sali!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam niestety niezbyt ciekawe sąsiedztwo (na szczęście przez płot, chociaż to dobre). Pamiętam jak mieszkałam u Kamili na stancji jeszcze w starej lokalizacji, to nie można było chodzić, śmiać się, bo zaraz dziadyga walił jakąś szczotką w sufit (swój), o praniu w ogóle nie wspominając :D Takich ludzi albo trzeba olać, albo też trochę im uprzykrzyć życia - niech wiedzą jak to jest xd

    OdpowiedzUsuń
  10. Zacznij tupać po mieszkaniu to zobaczy co to znaczy głośno chodzić ;-D Cieszę się, że mieszkamy w domu i nie ma problemów z upierdliwymi sąsiadami za ścianą ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja z kolei mam problem z sąsiadami, który pchają się na miejsca parkingowe, a "swoich" mają dwa (inni jedno). Wielce obrażeni, że ktoś im pazerstwo wypomina.

    OdpowiedzUsuń
  12. O jacie...Mieszkam też w bloku,ale na szczęście nie mam takich problemów.A Tobie współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niedawno się przeprowadziłam do innego miasta, ale na szczęście jest spokój :)
    Zapraszam: MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  14. Moi znajomi się przeprowadzają do nowego mieszkania i mają ten sam problem, pani z dołu już się skarżyła, że za głośno chodzą.

    OdpowiedzUsuń
  15. Współczuję. Olałabym. Można też zgłosić sprawę do spółdzielni..

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja Twoją sąsiadkę rozumiem tylko w 1 wypadku - mnie też bardzo głośna muzyka wkurza. Uważam, że jak ktoś to lubi, to niech słucha na słuchawkach i nie zmusza reszty sąsiadów do wysłuchiwania swojej ukochanej kapeli. Co do reszty to moim zdaniem zwykłe czepialstwo, byle tylko się na kimś wyżyć. Ja bym na Twoim miejscu popytała sąsiadów, czy inni też mają z nią problem, czy uwzięła się akurat na Was i spytać jakie miała relacje z poprzednimi najemcami Waszego mieszkania. Może to coś nowego wniesie do sprawy i pozwoli Wam skutecznie się bronić...

    OdpowiedzUsuń
  17. Boshe! Zwariowałabym z taką babą! U siebie dzień w dzień słyszę wiertarkę u starszej 87letniej sąsiadki i nie marudzę. Mogę sobie jedynie pokląć sama do siebie :D Może kobieta potrzebuje towarzystwa? Popytanie sąsiadów o tą panią to dobry pomysł ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja przeprowadziłam się nie do bloku, ale do domu, gdzie wynajmujemy pokój. Niby z sasiedztwa nikt nas nie zna, aż do czasu kiedy przyszła pewna starsza sąsiadka. Myślę ok starsza pani mieszka sama, pewnie się jej nudzi. Niestety przychodzi co tydzień, a nawet częściej i czasami zaczyna przeklinać bo wszyscy sąsiedzi się na nią niby uwzięli i nikt jej nie lubi. Słyszałam żeby na nią uważać i teraz mam mieszane uczucia. Zaczynam ją coraz bardziej unikać, nawet z domu nie mogę spokojnie wyjść bo widzi kiedy wychodzę i wracam ;/

    OdpowiedzUsuń
  19. Jaka wścibska babka! Nienawidzę takich osób wrr.. Nie wiem co Ci poradzić. Może pójdź do sklepu, kup zatyczki do uszu, zapukaj do jej drzwi i powiedz, że masz dla niej mały drobiazg :) Powiedz, że gdy tylko będzie jej coś przeszkadzać, bo "za głośno", to niech sobie je wsadzi w uszy, to nic słyszeć nie będzie :) Wrrr... Obyś sobie poradziła z tą wścibską sąsiadką.

    pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości :)
    Podkowaa

    OdpowiedzUsuń
  20. Współczuje sąsiadki, ja na szczęście nie mam takich przygód i mam świetnych sąsiadów z czego ogromnie się ciesze. są bardzo życzliwi oraz pomocni w każdej sytuacji. Gdybym była na Twoim miejscu robiłabym jej na złość ze względu na mój wredny charakter :D Takie osoby trzeba czasami trzymać krótko bo łatwo im jest wejść na głowę i ciężko się ich pozbyć :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie zazdroszczę takiej sytuacji... Ja od ponad miesiąca mieszkam w kamienicy i też bałam się zmiany, bo do tej pory mieszkałam w domach jednorodzinnych. Na szczęście sąsiedzi, mimo że średnia wieku 50+ są bardzo uczynni. Wprowadziliśmy się ze szczeniakiem, który potrafił wyć gdy nas nie było, szczekać w nocy. Tylko czekałam jak na drugi dzień wpadnie do mnie osiedlowy monitor z pretensjami. Co się okazało? Że ludzie mówili przez drzwi wejściowe do psa żeby nie czuł się samotny, starsze panie okazały się kompankami do długich rozmów na klatkach, a panowie potrafią pomóc przy nawet ciężkiej usterce. Nie mogliśmy trafić lepiej. Mamy upragniony spokój, czego i Tobie życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Niestety nie miałam podobnej sytuacji, ponieważ tak jak ty od małego mieszkałam w domu prywatnym, a wyprowadzając się na studia tak się złożyło, że też mam pokój w domu prywatnym, a że mieszkam na parterze to problemu takiego nie mam.
    Ale hmmm może jak po dobroci nie działa to poszperaj w internecie o jakiś kodeksach artykułach i innych paragrafach i postrasz panią tymi oto artykułami, paragrafami itd o nękanie czy nachodzenie. Skoro policja podziałała, to może i sąd poskutkuje ?

    OdpowiedzUsuń
  23. Czasem na prawdę można kiepsko trafić ;) najlepiej nie zwracać uwagi i robić swoje ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. to pewnie kategoria tych starych panien,które słyszą nawet piardnięcie.
    Olać ja i omijać szerokim lukiem.
    Jeśli nie macie nic sobie do zarzucenia to nawet policja jej nie pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie zazdroszczę sytuacji. Ja mieszkam w domu, więc z tego typu sąsiadami nie mam problemu. Ja bym robiła swoje, wiadomo że nie każdy ma czas nastawiać np. pranie rano, a i tu nie wiadomo czy by tej Pani to nie przeszkadzało. Nie można się dać zastraszać, jak w jednym ustąpisz to myślę, że Pani będzie wyszukiwała kolejne "problemy".

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za odwiedziny i pozostawiony komentarz. To dla mnie wielka motywacja do dalszego działania!!!